Czas na zmiany
Link 13.12.2011 :: 13:49 Komentuj (3)
Ostatnio jakbym miała bardziej na wszystko ochotę. Na narty, na ćwiczenia, na gry domowe, na książki, na słuchanie muzyki, na gotowanie nowych potraw. Nie wiem z czego to wynika, ale niczego sobie nie odmawiam. To miłe tak porobić coś innego zamiast wtapiać oczy w telewizor. I tak jestem już niewolnicą jednego serialu, ale na tym poprzestanę :). Człowiek zazwyczaj marzy o tym co to by nie zrobił, a w rezultacie kończy się na tym, że nic mu się nie chce i siedzi na kanapie. Tak też czasami bywa i ze mną. Już od dwóch lat sobie obiecuję, że będę dalej uczyła się języka francuskiego, że zapiszę się na kickboxing, że zacznę robić inne interesujące rzeczy, ale ciągle kończy się na myśleniu o nich. Dlatego tym bardziej nie odmawiam sobie robienia drobiazgów, które mogą odmienić zwykły szary dzień.
Okazało sie że nie poszedł na tą imprezę, chyba po prostu mu się nie chciało albo przełożyli to na inny termin, nie pytałam. Za to poinformował mnie, że inna koleżanka, która jest w ciąży powiedziała że zaprosi go na przyjęcie, które zorganizuje gdy już urodzi dziecko (takie amerykańskie zwyczaje). Tzn. panowie idą na pępkowe, a Panie na takie przyjęcie. No i on na nim też ma być. Ja już nie wiem na jakim świecie żyję :). W zasadzie w ogóle nie wchodzi w grę to czy mam coś przeciwko, bo nie mam, ale czy to nie jest dziwne - facet na takim przyjęciu i to rodzynek? Dlaczego te kobiety nie mogą zostawić go w spokoju? Nigdy nie mam nic przeciwko gdy wychodzi z kumplami, nawet uważam że ma to bardzo dobry wpływ na związek, ale jakoś nie widzę sensu w ganianiu na damskie przyjęcia. Mam wrażenie, że on poszedłby nawet na pidżama party gdyby tylko ktoś go zaprosił.
Czytam właśnie interesującą książkę i chciałabym Wam zacytować dwa fragmenty. Jeden z nich pozwolił mi uświadomić sobie mniej więcej z czego mogły wyniknąć niedawne wydarzenia:
CYTAT 1 czyli GRZECH NADGORLIWOŚCI
"Co się dzieje kiedy kobieta traci niezależność? [...] Spędzaliśmy ze sobą prawie wszystkie wieczory, a wpadliśmy w ten schemat niemal od razu. On nie mówił, że zaczyna mieć tego dosyć, tylko przestał się uśmiechać i widać było, że go to już nie bawi. Ja czułam się coraz bardziej zagrożona i coraz bardziej starałam się być czuła. Po prostu chciałam, żeb był taki jak na początku."
CYTAT 2 czyli DBAJ O SIEBIE
"Żadne ścigane zwierzę nie pozwala sobie na luksus wątpliwości. Lisica wyczuwa niebezpieczeństwo i zmyka, gdzie pieprz rośnie. Nigdy nie zadawaj się z mężczyzną, który pokazał Ci, że potrafi zranić. Jeśli zrani Cię niechcący, to co innego. A jeśli celowo? Gra skończona. Wiesz już wszystko, o czym powinnaś wiedzieć."
Teraz czas na wnioski...
Nowa notka
Link 09.12.2011 :: 15:23 Komentuj (2)
Jakaś niespokojna się dziś czuję, za oknem karetki jeżdżą jak oszalałe. Nie piszę zbyt często, bo w zasadzie nie ma o czym. Dzień leci za dniem, każdy szary jak jego poprzednik. W pracy jak zwykle, ani wzlotów ani upadków. Mój mężczyzna wybiera się w sobotę na imprezę z ludźmi z roku i będzie nocował u koleżanki w innym mieście, która ponoć mieszka z chłopakiem. Ehh nie chce mi się o tym myśleć. Jak dla mnie to nadwyrężanie mojego zaufania, ale on oczywiście twierdzi że przesadzam, a jak zaczynałam ten temat to zrobił ze mnie chorą zazdrośnicę. Odwracając sytuację, ja bym tak nie postąpiła (ale ja to ja, a nie on). Bo w zasadzie czy obdarzenie kogoś zaufaniem daje tej osobie prawo do wszystkiego? Niestety on nic sobie nie robi z moich obaw. Z jednej strony to dobrze że powiedział prawdę, bo mógł przecież skłamać że śpi w hotelu itp. Z drugiej strony nocuje u tej dziewczyny już drugi raz. Pierwszym razem byłam spokojna, ale po tym wszystkim co przeszliśmy latem już taka nie jestem. Poza tym, ona podpadła mi w pewnej kwestii, o której nie będę wpominać. Ale jak to zwykle bywa każdy kij ma dwa końce i sytuacje takie są trudne w obiektywnej ocenie. Oprócz tego układa się nam bardzo dobrze. Lubimy spędzać razem czas, powróciła bliskość, rozmowy, zainteresowanie. Nie ma co narzekać.
W ramach załatwiania porządków rodzinnych postanowiłam dać nauczkę osobie, która lubi czasem strzelić na mnie focha nie wiadomo za co np. na 2 lub 3 miesiące. Ostatnio ja wyciągnęłam rękę do zgody, wydzwaniałam, wypytywałam. Do dziś nie dowiedziałam się o co owa obraza miała miejsce. A tu następna! O Ty! Raczej nie jest normalna sytuacja kiedy dzwonisz do kogoś 3 razy w ciągu weekendu i wysyłasz smsa, a ta osoba oddzwania po tygodniu albo czasem wcale, a jak już ci się uda skontaktować to traktuje Cię lodowatym jak Królowa Śniegu tonem. Postanowiłam się nie odzywać do świąt, tak na przeczekanie. Po tygodniu mój telefon się odezwał, nie odebrałam. Czekam dalej. Stwierdziłam, że jak się będę tak dawać traktować to nigdy się to nie skończy. Dlaczego to zawsze mi bardziej na wszystkich zależy? Potrafię walczyć o ludzi na których mi zależy, ale oni tego nie potrafią.
Tak sobie pomyślałam, czy nie ma jakiegoś sposobu żeby nie było ciągle ciemno za oknem? Mam wrażenie jakbym prowadziła non-stop życie nocne. Brr...
halo
Link 04.11.2011 :: 15:22 Komentuj (3)
No to jestem znowu. Rzeczywiście Banshee miałaś rację, tą notkę można uznać za "pokryzysową".
Poprawiło się znacznie. Jestem spokojna, nie panikuję z byle powodu i nie mam stresa wracając do domu. Jedyne czego nie usłyszałam do tej pory to "kocham Cię" wypowiedziane samo z siebie. Tak to jest jednak, że w pewnym momencie u mnie przelała się szala goryczy i uzmysłowiłam sobie, że to nie ostatni facet na tym świecie o czym go bez ogródek poinformowałam. Szkoda, że praca nad samą soba zajmuje mi tyle czasu. Mimo niskiemu poczuciu własnej wartości jaką wywołały u mnie te wszystkie zachowania z jego strony, zauważyłam równocześnie że wciąż podobam się innym mężczyznom (cóż to było za odkrycie ;)!). Jeden z nich daje mi to nawet w dyskretny sposób do zrozumienia. Poczułam się zajebiście, miło, poczułam się piękna i mądra. Szkoda tylko że za sprawą obcego faceta. Ale jednak :). W domu jest spokojnie, zauważam symptomy tego że mu wciąż na mnie zależy. Nie chcę chwalić dnia przed zachodem słońca, ale póki co jest zdecydowanie lepiej. Niestety żadną drogą dedukcji nie udaje mi się wymyśleć z czego wynika ten "powrót do normalności", więc dałam sobie już spokój z rozmyślaniem. Jednego tylko nie wiem dalej, czy on wiąże z moją osobą swoją przyszłość, czy raczej zamierza mnie zwodzić aż się pomarszczę i zestarzeję.
W ubiegłym miesiącu odbyłam drugą w swoim życiu podróż za ocean, było niesamowicie. Zobaczyłam na własne oczy jeden z cudów świata i było to imponujące przeżycie, aż zapiera dech w piersiach na samo wspomnienie.
Właśnie dlatego jest pozytywnie, na tyle na ile może być :).
Bez odbioru.
Tytułu nie będzie
Link 29.08.2011 :: 13:27 Komentuj (4)
Cały czas w nas wierzę, ale zdarzają się takie dni jak wczoraj lub dziś, kiedy strasznie za nim tęksnię choć jest tuż obok. To nie jest tęsknota za fizycznością, ale za mentalną bliskością.
Byliśmy na drugim urlopie, nad jeziorem w lesie. Było cudownie. Zero kontaktu z rzeczywistością, zero telefonu, telewizji. Chyba odżyłam. Wpólnie spędzaliśmy czas jeżdżąc na rowerach, rolkach, kąpiąc się, zbierając chrust, paląc ognisko, spacerując. Znów mogłam normalnie spać i jeść, nawet mi się przytyło. Niesamowite jest móc budzić się rano i nie czuć tego ciężaru na klatce piersiowej. Jego rodzina bardzo mnie polubiła i z wzajemnością.
Rozmawialiśmy nawet o przyłości, nie o nim czy o mnie, ale o nas, że pojedzie-my, zrobi-my itd. Zwracał się do mnie z szacunkiem. Kiedy wracaliśmy autem, brał moją dłoń i całował jak dawniej. Uwielbiam to. Chciałam żeby ta chwila nigdy się nie kończyła. Nawet poleciała mi wtedy ukradkiem łezka szczęścia.
Dziś obudziłam się i ciężar wrócił. Wczoraj usłyszałam, że za dużo bym się chciała przytulać i że on nie ma ochoty na pocałunki. Fakt, lubię się przytulać i czuć czyjąś bliskość. Ale czy zbyt natarczywym jest przytualnie się wyłącznie rano i wieczorem w łóżku lub całowanie raz na trzy dni? Staram się trzymać dystans cały dzień, aby się nie narzucać. Ale jestem młodą, zdrową i heteroseksualną kobietą i pociąga mnie mój mężczyzna.
Będąc na urlopie przyglądałam się parom z dłuższym stażem niż my. Zauważyłam wiele sytuacji kiedy pary te były blisko siebie, obejmowały się, siedzały z partnerem, wymieniały buziaki. A my siedzieliśmy na dwóch osobnych sporo oddalonych krzesłach lub staliśmy o kilka ktoków od siebie. Czasem łapię sie na tym, że zazdroszczę innym ludziom ich bliskości. To okropne, ale nic na to nie poradzę.
Przez ostatnie pół roku usłyszałam słowo "kocham" tylko jeden raz, w zasadzie bardzo spontanicznie wypowiedziane. Poza tym posucha. Mówiłam, że zalezy mi na tym, ale bez rezultatu. Przez to, ja też przestałam mówić o miłości, mimo że nie raz mam na to wielką ochotę.
Czasem chciałabym aby popatrzył na mnie choć raz w taki sposób jak jeszcze rok temu. Innym razem mam ochote mu się pożalić kiedy jest mi źle. Nie moge tego zrobić, bo i tak mnie nie pocieszy, a jedynie uśmiechnie się drwiąco, bo ja nie mam chyba prawa mieć gorszego dnia. I tak jestem taka "idealna", codziennie z uśmiechem na twarzy, miła, spokojna, zorganizaowana, pomocna, opiekuńcza itd. Tylko on tego nie docenia.
Wiecie jakie jest moje życzenie? Nie pojechać na tropikalną wyspę, nie wygrać w totka, nie kupić nowy samochód, tylko usłyszeć od niego "kocham Cię". Chciałabym aby spojrzał w moje oczy, pocałował mnie i to powiedział. Zawsze mnie uczono i tak nadal myślę, że w życiu nie jest najważniejsze to co materialne, ale to co w sercu, rodzina, dom, miłość. Kiedy brałam rozwód półtora roku temu, było to dla mnie ciężkie przeżycie i obiecałam sobie wtedy, że nie dam się wpędzić w coś takiego. Zaufałam mu, otworzyłam się przed nim, oddałam całe swoje serce. Dziś zastanawiam się, czy to ja przesadzam, czy to on nie dorósł. 80% jego rozmów ze mną dotyczy pieniędzy, tzn. co by chciał sobie kupić i jak zarobić taką kasę. Tylko to się liczy. Nie takiego go pokochałam. Tamten on potrafił dostrzec w nas to, co w życiu najważniejsze.
Odkąd znalazl sobie nowe hobby, czuję się jakby mi udowadniał że jestem gorsza, bo nie mam swojego. Łapię się na tym, że dobieram słowa aby nie powiedzieć czegoś co mogłoby byc źle odebrane. W drugą stronę działa to tak, że nawet jeśli coś co słyszę boli mnie, uśmiecham się i udaję że tak nie jest. Niby mogę wszystko powiedzieć, ale to nie prawda. Nawet w sprawie porządków domowych już nic się nie odzywam, bo boję sie burzyć spokoju panującego na daną chwilę. Przez to wszystko nie mam prądu do innych otaczających mnie rzeczy.
Zastanawiałam się jak to nazwać. Znieczulica emocjonalna, oddalenie emocjonalne, brak miłości, brak szacunku. Czy na początku był dobry a potem się zmienił, czy może dopiero teraz odkrył prawdziwego siebie? Dlaczego wciąż ze mną jest skoro nie mówi "kocham" i tego nie okazuje? Czy powinnam postawić sprawę na ostrzu noża, ale jak, porozmawiać?
Od ostatniej notki minęło sporo czasu. Jeden komentarz doprowadził mnie do łez. Przykro jest czytać takie rzeczy, choć przecież mogą okazać się prawdziwe. Dlatego do usłyszenia, nie wiem kiedy.
Bez odbioru.
Marzenie z dzieciństwa
Link 04.07.2011 :: 16:52 Komentuj (8)
Byliśmy razem na urlopie. Było bardzo miło. Uśmiechnięty, serdeczny, czuły, On - właśnie taki jakiego pamiętam, kochany. Usłyszałam raz nawet "kocham Cię". Po powrocie jednego dnia próbuję go pocałować w usta, on odsuwa się i mówi "półóż się, leż spokojnie", następnie na godzinę kładzie się spać, potem idzie do toalety, myć naczynia, je jabłko, pisze smsy, wszystko jakoś dziwnie wygląda, tak jakby mnie unikał. Po jakimś czasie w odpowiedzi na moje pytanie słyszę "nie mam ochoty się całować, jak będę miał to Cię pocałuję". Napłakałam się ile wlezie i czekam. Czasem tak z tydzień nawet. Pytałam jednej osoby czy to normalne, że dwoje ludzi przed trzydziestką, będący ze sobą w związku od dwóch lat i mieszkający razem, nie całuje się (no może poza buziakami na zasadzie "u cioci na imienianach"). Usłyszałam odpowiedź, że jest to dziwne. Bardzo brakuje mi czułości, pocałunków, przytulania, zainteresowania. Ale wiecie czego najbardziej mi brakuje? Szczerej rozmowy. Nie było jej od jakiś 4 miesięcy. Może ciężko Wam zrozumieć dlaczego wciąż z nim jestem. Zastanawiam się czasem, czy nie jest to najmocniejsze uczucie miłości jakie czułam w życiu. No bo jak wytłumaczyć fakt, że wciąż chcę z nim być? Może dlatego, że On tyle o mnie wie, pomógł mi przejść przez dosyć ciężki okres w moim życiu. Wciąż go cenię za inteligencję, za to jak w 5 sekund potrafi mnie rozbawić, za to że nigdy jeszcze nie nudziłam się w jego towarzystwie, za te nasze dalekie wspólne podróże. Ciągle przypominam sobie Jego z przed roku i usmiecham się na to wspomnienie, często nawet wzruszam. To dodaje mi siły. Czuję się przytłoczona psychicznie, nie mogę wspominac o żadnych problemach, poniewaz w odpowiedzi słyszę "skoro wszystko Ci nie odpowiada to...". Znów nie jadłam cały dzień. Nie wyprowadził się, ale ja boję się spytać o to wprost. Nie chcę słyszeć że "nie wie". Za dwa tygodnie jadę z nim i jego mamą na wesele do ich rodziny. I tak od wydarzenia do wydarzenia. Nie odnajduję już radości ze zwykłego dnia.
I na koniec, żebyście nie pomyślały że oszalałam do reszty, chciałam wspomnieć o koncercie Roxette na którym byłam w czerwcu w stolicy. Cudowne, ekscytujące i fantastyczne przeżycie! Ten jeden wieczór byłam szczęśliwa i nic więcej się nie liczyło. Zespół dał czadu i spełnił moje marzenie z dzieciństwa - aż dreszcze mi przechodzą na myśl o tym, jak cała hala śpiewała It must have been love. Dzięki za wspaniałe widowisko :).
Bez odbioru.
Koniec?
Link 14.06.2011 :: 12:45 Komentuj (3)
Odstawił mnie na boczny tor, wczoraj. Powiedział, że się wyprowadza po urlopie. Niby nie zerwał, ale ja odpowiedziałam że dla mnie to jednoznaczne. Nie mogłabym robić kroku w tył i spotykać się w weekendy jak nastolatki. Serce rozpadło mi się w najdrobniejsze kawałeczki. Nie mogę jeść, nie chce mi się ani spać, ani pracować, nic mi się po prostu nie chce. Kocham go z całego serca, ale nie rozumiem tej decyzji. W związku problemy się rozwiązuje, a nie blokuje się każdą propozycję. Chciałabym aby potrafił mnie wysłuchać, aby potrafił ze mną rozmawiać, wtedy wystarczyło by pięć minut. Byłam otwarta, ja, mój umysł i moje serce. Potrafię być naprawdę oddana w związku i zarazem wierna jak pies. Nie wiem w czym zawiniłam, myślałam że on mnie kocha, a wczoraj usłyszałam że nie potrafi na dzień dzisiejszy zdefiniować słowa "miłość". On twierdzi, że nie jest pewny sam siebie i że czasem ma tak, że siedziałby sam trzy dni pod rząd, że potrzebuje spokoju. Może to naiwne, ale wciąż wierzę że jest dobrym człowiekiem, że się zagubił i odnajdzie właściwą drogę. Ja nie mam siły na kolejną miłość. I to nie dlatego, że teraz cierpię. Po rozwodzie i po obecnym związku mam dosyć porażek, tego że nikt mnie nie docenia, nie szanuje moich emocji. W związku prędzej czy później pojawiają sę zgrzyty, ale nie sztuką jest spakowac manatki i wyjść.
W nocy przyszedł do mojego łóżka, położył się obok i przytulił moją dłoń do swojej twarzy. Rano powiedział, żebyśmy pojechali na ten urlop razem, że nie wyprowadzi się jeśli ten czas spędzony we dwoje coś pomoże. Pokiwałam głową.
Mimo to nie chce mi się żyć. Nigdy się tak nie bałam.
Wychodzimy na prostą?
Link 31.05.2011 :: 16:09 Komentuj (3)
Powiedział w końcu, że chce ze mną być i że mnie kocha. Nie obyło sie jednak bez małego przymuszenia do tej rozmowy. Ciężki typ mi się trafił, bliźniak - dwie twarze. Na początku zrobiło mi się lepiej, jakby lżej, ale teraz sama już nie wiem. Tak długo byłam w niepewności, że jakaś rysa została. W sobotę było nawet jak dawniej, był milutki, czuły, zwracał się do mnie ciepło. A wczoraj znowu to samo, dogryzanie, drażnienie, zaprzeczanie wszystkiemu. Chyba się nie nadaję do tego związku. Czasem słyszę od niego taki żart: "jak Ci nie ubliżam to jest w porządku", albo "jesteś od gotowania, prania i mycia okien, a ja od jedzenia, zmywania i opiekowania się Tobą". Kurwa zajebisty żart no nie?! Wiecie co, ja myślę że jeśli ktoś ma takie dwa oblicza, to nie można mówić że tak naprawdę jest dobry, tylko dlatego że 30% czasu jest ok a 70% czasu jest totalnym egoistą. Sęk twki w tym, że o n to mówi rzeczywiście żartem, tylko że ja mam już tego dosyć. Chciałabym aby ktoś mnie docenił, dowartościował, a nie ciągle gotował i pokazywał że nie jestem nic warta. Tak się niestety czuję. Jakoś on zawsze zauważy od drzwi, że zrobił mi się pryszcz na twarzy, czy że jestem rozczochrana. Pracujemy też nad częstotliwością zbliżeń (śmiesznie to brzmi :)). Zbuntowałam się niedawno, kiedy przerzucając kanały na złość mi udawał zainteresowanie nagą kobietą w filmie erotycznym. Zazwyczaj mam dystans do takich spraw, ale nie wtedy kiedy facet nie kocha się ze mną od dłuższego czasu, a wgapia się w jakąś goliznę w ekranie i jeszcze robi mi na złość komentarzami. Szkoda tylko że z nas dwojga, to ja ewidentnie wprowadzam starania i urozmaicenia, ale to ja usłyszałam że "wszystko da się przewidzieć". Potem przyznał, że chciał mi dopiec. Powiedzcie mi, czy to ja jestem przewrażliwiona czy o co tu chodzi? Jakoś nie mam osobiście w zwyczaju dokopywać osobie którą kocham. Za to ciągle mam wątpliwości.
Bez odbioru.
10 rzeczy
Link 19.05.2011 :: 14:26 Komentuj (2)
Odpowiadam na wezwanie InnejM, 10 prawd objawionych o mnie:
1) Jestem bardzo wrażliwą osobą, często przejmuję się czymś czym nie powinnam.
2) Ćwicząc na siłowni obserwuję na wyświetlaczu ile kalorii leci heheh :).
3) Nie mogę pić napojów gazowanych ani tych z lodówki, ponieważ zaraz mam chore gardło.
4) Podpalam papierosy w sytuacjach stresowych.
5) Lubię jeździć samochodem.
6) Potrafię być bardzo oddana w miłości.
7) Nie mam żadnej prawdziwej przyjaciółki, nie wierzę w szczerą przyjaźń.
8) Przez ostatnie 6 tygodni płakałam prawie codziennie.
9) Jestem bardzo obowiązkową i uporządkowaną osobą.
10) Mam zboczenie zawodowe polegające na tym, że na każdym kroku obserwuję mimochodem produkty związane z moją branżą.
Nie wiem czy w/w są dla Was w jakiś sposób ciekawe, starałam się nie przynudzać zbytnio :).
A wracając do tematu, to sytuacja między Nim a mną nadal się nie wyjaśniła. Czekałam, czekałam i nic. Kilka razy powiedziałam wprost, że oczekuję aż się określi czy chce być ze mną czy nie. Wreszcie dwa dni temu nie wytrzymałam i oznajmiłam mu, że ma się zdecydować wreszcie, bo każda decyzja będzie dla mnie lepsza od tego życia w niepewności. Dałam mu do zrozumienia, że to "oferta Last Minute" z mojej strony i jeśli się nie określi, to ja pakuję walizkę i wyprowadzam się. Minęły dwa dni... i nic. Nie potrafił też odpowiedzieć dlaczego nie mówi "kocham" od ponad miesiąca. W kwestii decyzji zasugerował, że przecież wiem że on się stara, ale dla mnie po tym jak kilka tygodni temu usłyszałam że on nic nie wie, należy mi się jakiś szacunek i jasne stanowisko.
Wydawało mi się że on ma jakiś zły czas, może jakieś problemy w pracy o których nie chce mówić itd., że ochłonie, przemyśli i stwierdzi że rzeczywiście był dla mnie dupkiem. A tu cisza. Wprawdzie przyznaje, że to jego wina ta cała sytuacja, ale nic z tego nie wynika. Czuję się bezsilna, chyba będę musiała zacząć się pakować. Facet który mówi "przecież o Ciebie walczę", a za chwilę dodaje "jak będziesz się za bardzo męczyć, to odejdź", nie jest wart moich łez. A pierwszy i najważniejszy problem dla niego to "gdzie będziemy w przyszłości mieszkać?". On nie chce przenieść się w moje strony i oczekuje że ja to zrobię. Nie byłoby problemu, ponieważ zawsze mozna się dogadać, ale co w przypadku gdy facet mówi "nie potrafię się poświęcać w związku". Zwolnię się z obecnej pracy, przeniosę się, będziemy razem, będę oczekwiała tego poświęcenia i wsparcia w obcym mi mieście. Czasem mam wrażenie że jestem w związku z mega egoistą. Pomimo, że moje podejście do seksu nie jest jakieś konserwatywne, to niepokoi mnie fakt, że jeśli chodzi o "te sprawy" to wie że chce ze mną być, a w sprawach życiowych nie wie, no to jak to? Gdzie jest szacunek? Czasem mam wrażenie, że czeka na to aż ja odejdę pierwsza, żeby potem nie było że jest zły i niedobry, przecież to moja decyzja. Gubię się już w myślach, nie wiem co robić. Z jednej strony powinnam odejść, ale nie chcę żeby to był koniec, a jeśli to zrobię - on nie będzie o mnie walczył.
Kolejny raz znalazłam się w ślepym zaułku i znikąd nie widać światełka.
Bez odbioru.
A życie toczy się
Link 06.05.2011 :: 22:51 Komentuj (3)
Daję radę, jako tako ale daję. Trenuję trzymanie nerwów na wodzy. Jakoś wychodzi, poza jednym szczegółem - topię wszystko w papierosku :/. Sama nie wiem dlaczego, ale pozwala mi to chociaż na chwilę nabrać dystansu do bieżącej sytuacji. Przybrałam strategię zero proszenia, zero wymagania, zero mówienia o uczuciach. Zobaczymy co będzie. W każym razie stwierdzam, że mój facet to niezły pseudo manipulator, ma wszystko co chce, a ja nie mogę chcieć tego czego pragnę. Jendo mnie męczy, jak być z kimś kto nie potrafi o ciebie walczyć, kogo nie wzrusza rozstanie? Czas pokaże. Dziś jestem w domu sama i z tej okazji urządziłam sobie małe SPA :D. Zawsze poprawia mi to humor, kiedy mogę zrobić coś tylko dla siebie, co działa nie tylko na moją fizyczność ale równocześnie na psychikę. Długi łykend spędziłam na wyjazdówce w stolycy ;). Postawiłam na odhamianie się w teatrze oraz spacery w Łazienkach oraz w ZOO. Niemal zapomniałam że w ogóle pracuję hehe :). Dzień toczy się za dniem, jestem na etapie planowania urlopu i to daje mi bieżącą energię do działania. Czytam sobie czasem co u Was słychać i uśmiecham się pod nosem, bo lubię Wasze historie.
Bez odbioru.
Jest nijak
Link 27.04.2011 :: 09:01 Komentuj (4)
Zpierdoliło się wszystko. Nawiązując do poprzedniej notki, jesteśmy razem ale jakby osobno. Ogarniając to w przysłowiową pigułkę, usłyszałam że on kocha ale nie wie czy chce ze mną być, że boi się że mnie skrzywdzi, że nie jest skłonny do poświęceń w związku, że nie chce mieć narazie dzieci, że nie chce mieszkać tu gdzie mieszkamy itd. Podobno potrzebuje też dystansu do tego wszystkiego i czasu do namysłu. Tylko, że ten czas którey leci to dla mnie katorga. Zupełnie tego nie rozumiem, nie wiem gdzie popełniłam błąd. Zresztą usłyszałam już, że to nie moja wina, że to on. Potrzebuję ciepła i zrozumienia, a tu nic. Jest oschły i nie ma ochoty nawet tknąć mnie palcem. Wiadomo że w takim wypadkach samoistnie nasuwa się podejrzenie o osobę trzecią, ale na tyle na ile pozwala mi moja bystrość, wyeliminowałam ten temat. Po ostatniej poważnej rozmowie poprawiło się. Oznacza to, że on dalej nie wie, ale nie traktuje mnie już jak obcą. Myślałam że to jest mój partner na całe życie. Obym się nie pomyliła.